Strategiczne „zapominanie”

  

Mark Leary w swojej książce o sztuce autoprezentacji przytacza taki oto satyryczny przykład:

  • W jednym ze swoich monologów komik Steve Martin przekonywał, że ludzie potrafią wybrnąć z wielu trudnych sytuacji życiowych za pomocą jednego słówka: „Zapomniałem”. Twierdził on, że można być milionerem i nigdy nie płacić podatków, tłumacząc urzędowi skarbowemu, że się „zapomniało”. Można nawet rabować banki, a potem zaklinać się, że się „zapomniało”, iż napad z bronią w ręku jest zakazany przez prawo (Leary 2007, 35).

Czy tłumacząc się w ten sposób rzeczone osoby rzeczywiście liczyły na to, że niepłacenie podatków i napadanie na banki ujdzie im na sucho? Bynajmniej. Jak wiemy, nieznajomość prawa nie zwalnia od odpowiedzialności karnej. Zarówno złodziej, jak i rabuś chcieli w ten sposób „ratować twarz”. W rezultacie jednak tylko się ośmieszyli, a więc osiągnęli skutek przeciwny do zamierzonego.

Przykłady przytoczone przez komika – i znanego aktora, dodajmy – są oczywiście celowo, satyrycznie przejaskrawione. Ale, jak zauważa Leary, „ten humorystyczny wywód zawiera więcej niż ziarnko prawdy” (tamże).

Od ludzi, którzy nie dotrzymali jakichś swoich zobowiązań, często możemy usłyszeć wytłumaczenie, że o tym po prostu zapomnieli. Dłużnik nie oddał pieniędzy w stosownym czasie, albowiem „na śmierć o tym zapomniał”. Uczeń nie odrobił zadania domowego, bo „zapomniał, że to na dziś”. Polityk nie uwzględnił jakiegoś drogiego prezentu w oświadczeniu podatkowym, gdyż „zupełnie wyleciało mu to z głowy”.

Tłumaczenia te należą do obronnych technik autoprezentacji i używane są po to, aby nie być postrzeganym przez innych jako ktoś, kto celowo nie wywiązuje się ze swoich zobowiązań. Obawa całkiem zasadna, ale czy zasłanianie się lukami w pamięci jest rzeczywiście efektywne? Wydaje się, że bardzo rzadko. A często jest to strategia wręcz przeciwskuteczna.

Wszak dłużnik „zapominający” o swoich długach może być posądzony o lekceważenie osoby, od której pożyczył pieniądze. Podobnie uczeń „zapominający” o terminie dostarczenia wypracowania naraża się na opinię niepoważne podchodzącego do nauki. Politykowi zaś po prostu chyba mało kto uwierzy, że „nie pamiętał” o prezencie – większość ludzi założy z góry, że dopuścił się zwykłego oszustwa. Zawsze niepewne zyski z takiego tłumaczenia mogą być zatem obciążone poważnymi stratami w innych aspektach publicznego wizerunku: nawet jeśli ludzie uwierzą, że osoby te naprawdę zapomniały o swoich zobowiązaniach, mogą być posądzone o lekceważenie innych, niepoważny stosunek do kogoś lub czegoś, ogólne roztargnienie czy nieznajomość obowiązków, wynikających z pełnionych przez nich ról społecznych czy funkcji. Ponadto można by o nich pomyśleć, że mają innych ludzi za co najmniej bardzo naiwnych – o ile po prostu nie głupich – skoro sądzili, że nabiorą się oni na takie dziecinne wykręty.



Warto więc się może wziąć pod uwagę inne tłumaczenia, które byłyby w danej sytuacji wizerunkowo bardziej korzystne. Dłużnik mógłby przecież tłumaczyć się kiepską sytuacją materialną. Mógłby wtedy liczyć na zrozumienie, a może nawet współczucie. Uczeń mógłby wyznać, że zwyczajnie źle się czuł lub miał natłok innych pilnych zajęć, i poprosić o przedłużenie terminu złożenia pracy. Jeśli zaś chodzi o polityka, to ostatnio w telewizji pewien świeżo wybrany poseł wyznał bez ogródek, że jeśli w oświadczeniu podatkowym, które właśnie wypełnił, znajdą się jakieś uchybienia, to nie wskutek chęci ukrywania czegokolwiek, lecz z powodu niejasności, na jakie natrafił w kwestionariuszu: „Niektóre sformułowania były tak niejasne i ogólnikowe, że po prostu trudno mi było się zorientować, gdzie, co i czy w ogóle miałem uwzględnić”. Jestem przekonany, że wiele osób mających podobne problemy ze zrozumieniem biurokratycznego języka – a kto ich nie ma? – uwierzyło w tę deklarację.

Trzeba mieć też na względzie, że przyłapanie na kłamstwie bywa większą porażką autoprezentacyjną niż ta, której chcieliśmy tym kłamstwem zapobiec. Zanim zatem zdecydujemy się na celowe zasłanianie się niepamięcią jako zwykłą wymówką – lub zaczniemy szukać innych – warto się chyba zastanowić, czy najlepszym wyjściem z sytuacji nie byłoby po prostu szczere wyznanie, jak było naprawdę. Wielu ludzi bardzo to ceni. Na przykład ja.

  

"Ja" publiczne i "ja" prywatne

Zapraszam do odwiedzania mojej nowej strony o autoprezentacji: http://autoprezentacja.innelektury.pl/

Utworzono za pomocą Mozello – to najłatwiejszy sposób tworzenia witryn internetowych.

 .